Recenzje

… Jest też płaszczyzna bardzo współczesnej, nachalnej zewnętrzności i to ona ma
w tej książce ostatnie słowo. Pointę tpmu stanowi bowiem scenariusz filmowy
(ostentacyjnie noszący tytuł „Happy end”), który zakłada odwrotność biegu wydarzeń,
zarazem ich ulotność, doczesność i doraźność. Jednocześnie jest to niejako „model
w modelu”, groteskowy skrót koncepcji całości książki, będącej także rozbitej na
fragmenty retrospekcją, podlegającą świadomej i przypadkowej manipulacji.
W ogóle rzecz nosząca w tytule słowo „droga” nie ma nic wspólnego z tzw. literaturą
drogi. Zapis powtarzający tytuł tomu, a poprzedzający „Happy end” jest próbą osobiste
mitologizacji powrotu w przeszłość, bezsilnej, zaprzeczonej w samej sobie. Próbką
niemożliwego z istoty rzeczy szczęśliwego zakończenia. Niemożnością powiedzenia serio
tego, z czym wspomniany „Happy end” radzi sobie bez problemu. Nie powracamy
„do domu”, wracamy do nicości. To ją jedynie możemy nazwać „domem”. To w niej
naprawdę „nic się nie stało”. To stamtąd wyrwał nas poprzez swoją pokraczną kreację
ów nieidealny Stwórca na samym początku (tej książki).

Antoni Matuszkiewicz

„Pomosty” 2010 str. 217
( o „Drodze do domu”)