KARETA DAM

Modlitwy
Poeci się modlą inaczej
Nie o chleb powszedni
ani win odpuszczenie
Proszą o żywot wieczny
Poeci grzeszą inaczej
myślą – mową
Na bibułkowych serwetkach
nieustanna modlitwa
pokuta bez końca
Istota rzeczy
Gdy Bóg powołał poetów
wezwał Dawida
rzekł Mu
– Idźcie i czyńcie
słowo sobie poddanym
dzielcie je wśród ludzi
aby przyjmowali je
pomiędzy chlebem i winem
I niech czują
to samo co Wy
Jak się rodzą poetki
Czy poetki rodzą się w pałacach
aby chwalić bogactwo życia dworskiego
Czy poetki to kochanki bogów
śpiewające o wieczności boskich uczuć
A może to ptaki błądzące
nad potarganą rzeczywistością
Poetki unoszą głowy ponad dachami domów
Ich włosy zaplątane w gałęziach myśli
Słabe ręce przytulają do piersi dzieci
a nogi w kamiennych bucikach
Poetki co wieczór oglądają swoje ślubne obrączki
Same tańczą po pokojach
Rano wyrzucają pobite wczoraj naczynia
Poetki rodzą się w samotności
tkając z niespełnionych marzeń liryczne pajęczyny
które rozpinają w swoich dużych sercach
Czasem w pamiętnikach przyjaciółek
Białe wiersze
Wołam Cię milczeniem
które jest pąkiem wiersza
Jestem z Tobą myślą
gdy słowo jeszcze nie zakwitło
Czytam wersy na okładkach
Twoich tomików
Pachną jak kwiaty
na furtkach poezji
Idąc przez ogrody metafor
obejmujemy się
nie napisanym poematem
Wieczni kochankowie w słowie
Dwa białe wiersze
* * *
I uczynił Adam
z najtwardszej części
swego ciała
Kobietę
(A miało to być tylko
naczynie
w którym wody
przynieść można)
I zobaczył Adam
jak to żebro rośnie
staje się niezbędne
I zobaczył Adam
że tym żebrem
podeprzeć się można
bo w nim dusza
się staje
I zobaczył Adam
że to żebro
kształtów nabiera
i przemienia się
w dzieło sztuki
Samotność
Siedzę w fotelu na biegunach
bujam się w przód-w tył-w przód
wzrokiem bez pamięci
ogarniam podłogę
Próbuję obudzić w sobie dziecko
Tego lepszego człowieka
Moją samotnością
opłacam Bogu rachunek
za światło
Wszystko, co w nas
Nie rozumiesz istnienia
liczb ujemnych
nieobecności
minus nieskończoności
Ktoś wyszedł
przed drzwi
co otwierają się
tylko w jedną stronę…
Nie ogarniasz
stanu zero
Idealnej symetrii bytu
w której poczęcie
i zmartwychwstanie
Nie starcza ci wyobraźni
Dotknij więc mego brzucha
„trzy palce poniżej pępka”*
* z wiersza K. Śliwki